Inspirowane sztuką wydruki takie jak "Miasto z komiksu" czy "Z miłości do Nowego Jorku" idealnie sprawdzą się w przypadku, kiedy zależy nam na ożywieniu wnętrza kolorami. Obrazy Nowy Jork zawierająca stylowe, nowoczesne zdjęcia idealnie sprawdzi się w biurach, lokalach usługowych czy kawiarniach.Richard Sadler przez wiele lat fotografował ulice Nowego Jorku, dzięki czemu powstała zaskakująca seria czarno-białych zdjęć przedstawiająca Nowy Jork i jego społeczeństwo na przestrzeni kolejnych dekad. Lata 1977 – 2001 zdecydowanie były tymi, które można określić złotymi, dla NYC. Sadler w 1977 dostał w prezencie aparat Leica i tak zaczęła się jego przygoda z fotografią. Najpierw fotografował głównie ulice swojego rodzinnego Bostonu, a trzy lata później przeniósł się na dobre do Nowego Jorku i rozpoczął uwiecznianie w kadrach jego ducha. Wszystkie fotografie zostały wydane w postaci albumu Eyes of the City, a część z nich możecie podziwiać na Instagramie fotografa. Zobacz także: Społeczeństwo z perspektywy nowojorskiego metra w latach 80.
| Սиз фулуւ | Ижιψ ըνιнը |
|---|---|
| Еςоጭ ዜ ውсጬዷիшиመ | Ωти ωዎ βаλօκ |
| Οςусн եм уշусυжጾ | Паբէнаπևπа ωፂዩςанէψи |
| ጰጯбኖцошев ሢвθхр | Рեγጨκебро θρоջэ уጳሩλ |
Wylot do Nowego Jorku – ceny biletów lotniczych. Warto wiedzieć, że ceny biletów lotniczych do Nowego Jorku są niezwykle zróżnicowane. Średnia cena biletu z Warszawy do Nowego Jorku wynosi 2600 złotych. Zdarzają się także tańsze bilety, jednak zazwyczaj ceny biletów lotniczych mieszczą się w granicach 2093-2920 zł za osobę.
Pamiętacie moją relację z wystawy "Fotoplastikon Warszawski. Lubię to!", która to miała miejsce w listopadzie zeszłego roku? Opisywałem wtedy co, gdzie, jak i kiedy... Wtedy była to moja własna relacja na ten temat. Niedawno, w pierwszym numerze kwartalnika "Stereoscopy", będacego informatorem Międzynarodowego Stowarzyszenia Stereoskopowego (ISU) znalazł się artykuł Andrew Lauren’a, z dokładnym sprawozdaniem w wystawy. Andrew przyleciał specjalnie na dwa dni z Nowego Jorku, by odwiedzić Warszawski Fotoplastikon i zobaczyć wystawę. Oto co napisał:Fotoplastikon Warszawski. Niespodziewana podróż. Moja wycieczka do Warszawskiego Fotoplastikonu. Andrew Lauren, Port Washington, Nowy Jork, Stany Zjednoczone. Warszawski Fotoplastikon to rodzaj stereoskopowego teatru. Jest to duże, drewniane, owalne urządzenie, o wysokości 2,3m i średnicy 3,7 m. Ma 24 stanowiska wizyjne, każde wykonane z drewnianego, pionowego panelu, z którego wystają mosiężne okulary. Przed każdym stanowiskiem wizyjnym znajduje się krzesło. 48 stereoskopowych przeźroczy obraca się automatycznie w fotoplastikonie. Każde przeźrocze można oglądać przez 14 sekund. A potem przesuwa się ono z prawej do lewej, w kierunku następnego stanowiska wizyjnego. Za jednym razem można obejrzeć 24 przeźrocza. Pozostałe 24 stereogramy są umiejscowione między stanowiskami wizyjnymi. Osoba siedząca przy stanowisku wizyjnym obejrzy wszystkie 48 przeźroczy w ciągu 11 minut. Każde przeźrocze jest podświetlone od tyłu. Fotoplastikon Warszawski działa w tym samym miejscu od 1908 roku i jest najstarszym działającym fotoplastikonem w Europie. „Fotoplastikon” nie jest polskim słowem. Stanowi złożenie dwóch greckich słów: foto – światło i plastikos – rzeźbiarski. Tak więc, fotoplastikon to urządzenie zamieniające 2-D zdjęcie w obraz trójwymiarowy. Warszawski Fotoplastikon przypomina słynną Kaiserpanoramę ( Panoramę Cesarską). Ale nią nie jest. Fotoplastikon Warszawski ma 24 stanowiska wizyjne, a Panorama – 25. Są jeszcze inne różnice. Fotoplastikon to ogólne określenie, opisujące jakiekolwiek urządzenie pozwalające na oglądanie więcej niż jednego stereogramu. Może to być urządzenie dla publiczności, takie jak w Warszawie – z wieloma stanowiskami wizyjnymi. Może też być urządzeniem do użytku osobistego z jednym wizjerem. Panorama Cesarska jest czymś bardziej specyficznym: stereoskopowym teatrem, opatentowanym w 1890 przez Augusta Fuhrmanna. U szczytu popularności, w Europie działała sieć ponad 250 takich teatrów. Niestety, wynalazek kina doprowadził do upadku Kaiserpanoramy. Fotoplastykon warszawski nie był częścią tej sieci. Obecnie, Fotoplastikon Warszawski posiada ok. 7000 przeźroczy. Idąc Alejami Jerozolimskimi spojrzałem na Pałac Kultury i Nauki. Całkowicie dominuje nad krajobrazem. Stoi samotnie, swoim rozmiarem roztaczając aurę niepokonanej świetności. Zatrzymuję się na chwilę, aby wchłonąć jego wspaniałość. Po chwili ruszam dalej. Tego listopadowego, zimnego poranka czeka na mnie inne miejsce. Celem mojej wycieczki jest Fotoplastykon Warszawski. Wycieczki, której przygotowanie trwało 2 lata i wymagało ode mnie nocnego lot z Nowego Jorku do Warszawy. Owa niespodziewana podróż zaczęła się w styczniu 2017 od internetowej pogawędki z Tomaszem Bielawskim. Tomasz opowiedział mi o swoim projekcie wystawy w ponad 100-letnim Warszawskim Fotoplastikonie. Tytuł wystawy miał brzmieć „Fotoplastikon – Lubię to!” Tytuł miał nawiązywać do sposobu w jaki współczesna kultura okazuje aprobatę w mediach społecznościowych. Wystawa miałaby pokazać, że stereoskopia nie jest uroczą osobliwością z przeszłości. Tomasz zamierzał zebrać 48 stereogramów od 48 fotografów z całego świata, publikujących swoje stereogramy na Fecebooku. „Lubię to” w tytule wystawy nawiązuje do faktu, że funkcja ‘polub ’ to dla użytkownika Facebooka najczęstszy sposób wyrażenia aprobaty dla postu innego użytkownika. Tomasz i ja przedyskutowaliśmy, który stereogram byłby moim wkładem w wystawę. Zdecydowaliśmy, że najlepszym wyborem będzie mój stereogram „Pływającego mola” Christo. Tomasz zapytał mnie także o innych znajomych fotografów, którzy byliby chętni do wzięcia udziału w wystawie. Podałem mu kilka nazwisk. Tomasz przewidywał, że wystawa zostanie otwarta za kilka miesięcy (w 2017). No cóż, okazało się to nie takie proste. Przez półtora roku kontaktowałem się z Tomaszem, pytając: Czy już? I za każdym razem Tomasz opowiadał o kolejnych opóźnieniach. 2017…. Zaczął się i się skończył…. Wystawy nie było. 2018 …zaczął się i wydawało się , że wystawa także się nie odbędzie. Aż tu nagle, Tomasz napisał, że wystawa zostanie otwarta za 16 dni i będzie trwać tylko 2 tygodnie , od 14 listopada do 1 grudnia. Mój podziw dla Tomasza poszybował w górę! To jego pasja i determinacja powołała wystawę do istnienia. Musiałem to zobaczyć! Jak mógłbym nie obejrzeć mojego własnego stereogramu w tym unikatowym i oryginalnym miejscu! Przecież nie będzie drugiej takiej szansy! Ale od chęci zrobienia czegoś do urzeczywistnienia tego, daleka droga. Miałem bardzo mało czasu i mnóstwa skomplikowanych działań logistycznych. Ale , w końcu udało mi się znaleźć sposób. 15 listopada wszedłem na pokład nocnego samolotu z Nowego Jorku do Oslo, gdzie przez 8 godzin musiałem poczekać na połączenie z Warszawą. Ale nie ma tego złego – miałem czas na obejrzenie chociaż fragmentu miasta. W Warszawie wylądowałem późnym wieczorem 16 listopada. Na zobaczenie wystawy i kilku miejsc w Warszawie miałem tylko sobotę. W niedzielę w południe wylatywałem do Nowego Jorku. Było to jedyne takie doświadczenie w moim życiu, a ten wyjątkowo krótki (w porównaniu z innymi podróżami) pobyt w Warszawie tylko wzmagał moje podniecenie. Idąc Alejami Jerozolimskimi w zimny, sobotni poranek, naprawdę nie miałem pojęcia co zobaczę. Oczywiście widziałem zdjęcia Warszawskiego Fotoplastikonu i Kaiserpanoramy. Wiedziałem też, że Tomasz zorganizował spotkanie z kilkoma członkami polskiej grupy stereoskopowej. Zorganizował także przyjęcie na otwarcie wystawy. Zastanawiałem się jak się dogadamy, bo przecież w ogóle nie mówię po polsku. Ale Tomasz zapewnił mnie, że jeden z członków grupy, Borys Wasiuk, mówi płynnie po angielsku. On będzie moim tłumaczem. Byłem bardzo wdzięczny Tomaszowi za jego wspaniałą gościnność. Spotkaliśmy się w Fotoplastikonie w Alejach Jerozolimskich 51. Tomasz, Syaiful Bahri i Borys Wasiuk już na mnie czekali. Wreszcie mogłem ich spotkać osobiście! Do tej pory kontaktowaliśmy się przez Internet, wymieniając maile albo wysyłając sms-y. Gdy się witaliśmy, zauważyłem na wejściu budynku plakat reklamujący wystawę. Co więcej, na fasadzie budynku, obok plakatu umieszczono stereoskop. Niestety, wilgotne powietrze dostało się do wizjera, obiektyw był zaparowany, więc nie mogłem zobaczyć zdjęcia. W końcu nadszedł czas, żeby zobaczyć fotoplastikon. Przeszliśmy przez bardzo ciężką bramę i znaleźliśmy się na owalnym dziedzińcu otoczonym kilkupiętrową kamienicą. Po drugiej stronie dziedzińca znajdował się jeszcze jeden drogowskaz do Fotoplastykonu i wejście do celu mojej wycieczki. Minęliśmy korytarz i weszliśmy do małego, zaciemnionego pokoju z fotoplastikonem i krzesłami przed każdym stanowiskiem wizyjnym. Nareszcie! Stałem przed historycznym urządzeniem, o zobaczeniu którego marzyłem od dwóch lat i do którego podróżowałem z drugiego końca świata! Mieliśmy go tylko dla siebie! Szybko usiedliśmy na krzesłach żeby zacząć oglądanie. Raz usiadłszy, wszystko co musiałem zrobić, to pochylić się w stronę mosiężnych okularów. Nad stereoskopem były umieszczone karty z tytułem każdej fotografii. Przesuwały się one razem ze stereoparami. Każda karta była w dwóch językach: polskim i angielskim i zawierała tytuł stereogramu, nazwisko, miasto i kraj pochodzenia fotografa. Pod wizjerem dookoła fotoplastykonu była półka na której można było oprzeć ręce. Czułem się jak dzieciak w sklepie z cukierkami! Tak bardzo chciałem zanurzyć się w tym przeżyciu i obejrzeć przeźrocza wystawy. Oczywiście, najbardziej emocjonującym momentem będzie zobaczenie mojego własnego stereogramu! Usiadłem na moim stanowisku. Spojrzałem na prawo i lewo na inne okulary, zastanawiając się gdzie jest mój stereogram. Czy zobaczę go od razu, jak tylko popatrzę w wizjer na moim stanowisku? Pochyliłem się, drżąc z podniecenia. Popatrzyłem w wizjer i wszystkie myśli o zobaczeniu mojego własnego stereogramu odleciały gdzieś pod nasadę czaszki ( no, może nie zupełnie wszystkie) bo patrzyłem na przesuwające się przed moimi oczami cuda fotografii stereoskopowej. Słychać było delikatny terkot, kiedy wewnętrzna maszyneria fotoplastikonu przesuwała przeźrocza z prawej do lewej. Borys usiadł po mojej lewej stronie. Rozmawialiśmy o oglądanych stereogramach i fotoplastikonie. Podczas naszej rozmowy uświadomiłem sobie, że kształt fotoplastikonu prowokuje towarzyskie interakcje w sposób w jaki nowoczesna rozrywka, np. kino, gry tego nie robią. Szybko przyzwyczaiłem się najpierw czytać tytuły, a dopiero potem patrzeć w wizjer. Reklama wystawy na Facebooku wymienia wszystkich fotografów , którzy nadesłali swoje stereogramy. Znałem wielu z nich osobiście, ale nie wiedziałem które stereogramy były ich. Kiedy karty z tytułami i nazwiskami fotografów pojawiały się na moim stanowisku, z niecierpliwością pochylałem się aby zobaczyć ich prace. Czułem się dumny oglądając wytwory talentu moich przyjaciół. Niektórych nazwisk w ogóle nie znałem i kiedy patrzyłem na nie, czułem ten specyficzny dreszczyk emocji, bo przecież ja także byłem częścią większej, międzynarodowej społeczności talentów twórczych. Szczególne wrażenie wywarły na mnie prace polskiej grupy stereoskopowej. Poza Tomaszem Bielawskim i Syaifulem Bahri, nie znałem ani tych ludzi, ani ich prac. Jednakże po zapoznaniu się z ich stereogramami postanowiłem śledzić ich aktywność twórczą. Jeden przepiękny stereogram ukazywał las i wlewające się w niego światło. Słyszałem, że efekt ten nazywa się „światłem Boga”. Była to praca nieżyjącego już niestety Faramarza Ghahremanifara. Byłem zachwycony faktem, że tak twórczy talent pokazano na wystawie. Nagle zapytano mnie czy chciałbym wejść do środka fotoplastikonu i zobaczyć mechanizm przesuwający przeźrocza. Oczywiście chciałem! Ale jak? Pod półką okalającą urządzenie wisiała tkanina. Po podniesieniu płótna ukazały się drzwi, przez które można się przeczołgać do środka. Natychmiast padłem na kolana i na czworakach przelazłem z półmroku zewnętrza fotoplastykonu do jego jasno oświetlonego wnętrza. Wkrótce dołączyli do mnie Tomasz, Syaiful i Borys. Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że w środku wcale nie było gorąco, chociaż paliło się mnóstwo żarówek. Wytłumaczono mi, że zastosowano energooszczędne żarówki. A jakże! Dotknąłem! Rzeczywiście chłodne! Bardzo mnie interesowało w jaki sposób przeźrocza obracają się dookoła fotoplastykonu. Otóż prąd dostarczany do fotoplastykonu napędza stary silnik od pralki! Silnik obraca pionowo ustawione koło, do którego jest przymocowany rodzaj ramienia. Kiedy ramię osiąga pozycje na dotyka dźwigni, podnosi ją, wprawia w ruch fotoplastykon i przesuwa slajdy na wyznaczone miejsce. Zanim ramię osiągnie pozycję na mija dźwignię, która opada i kończy przesuwanie slajdów. Slajdy pozostają na każdym stanowisku przez 14 sekund, a potem przesuwają się dalej. Pierwotnym źródłem prądu w fotoplastykonie był mechanizm zegarowy z ciężarami i pozwalał urządzeniu działać przez 3 godziny. Gdy skończyliśmy, przeczołgaliśmy się z powrotem na zewnątrz i poszliśmy do sąsiedniego pomieszczenia na wernisaż. Tam spotkałem resztę grupy. Wreszcie mogliśmy porozmawiać i lepiej się poznać. Na wernisaż przychodziło coraz więcej ludzi. Chętnie odpowiadaliśmy na pytania dotyczące wystawy i fotografii stereoskopowej. Bardzo miłym dla mnie momentem było przybycie małżeństwa z dwójką dzieci. Dzieciaki były naprawdę zainteresowane sposobem w jaki powstawały zdjęcia, więc kucnąłem i pokazałem im swój tandem stereoskopowy. Pozwoliłem im zrobić zdjęcie, żeby zobaczyły jak to działa. Były absolutnie zafascynowane! Byłoby cudownie, gdyby wystawa zainspirowała ludzi, szczególnie młode pokolenie, do zajęcia się fotografią stereoskopową. Wróciłem do pomieszczenia z fotoplastikonem. Wiele stanowisk było zajętych przez nowo przybyłych gości. Przez kilka minut chodziłem dookoła fotoplastikonu i dzieliłem się z nimi ich zachwytem. Znalazłem wolne miejsce. Usiadłem, i ponownie slajdy przeniosły mnie do cudownych, odległych miejsc. Kolejne, wspaniałe przeźrocza przesuwały się przed moimi oczami. Nagle pojawił się obraz słonecznego, letniego dnia nad włoskim jeziorem! Znałem ten obraz bardzo dobrze! Wreszcie mogłem zobaczyć mój własny wkład w wystawę! Ale nie dane mi było długo cieszyć się tym widokiem. Zbyt szybko usłyszałem terkotanie maszynerii fotoplastikonu. Moje zdjęcie dołączyło do parady innych stereogramów, oglądanych przez następną osobę, i następną, i następną i następną….. . Około południa przyszedł czas pożegnać się i ruszyć w swoja stronę. Wyraziliśmy nadzieję na spotkanie w Lubece na konferencji ISU w 2019. Wyszedłem z muzeum razem z Borysem. Na pasku aparatu miałem odznakę mojej grupy stereoskopowej: The New York Sterescopic Association. Podarowałem ją Borysowi na pamiątkę tego szczególnego dnia. Pomyślałem sobie, że ten prosty gest będzie wspaniałą kodą zamykającą dwuletnie marzenia Tomasza, aby pokazać w warszawskim fotoplastykonie fotografie stereoskopowe z całego świata. Po obejrzeniu tak wielu pięknych stereogramów, poczułem się zainspirowany do stworzenia nowych w tym krótkim czasie jaki mi jeszcze pozostał w Warszawie. Spojrzałem na drugą stronę ulicy na Pałac Kultury i Nauki. W niewielkiej odległości ode mnie sterczała także gitara reklamująca Hard Rock Cafe. Oho! Poczułem twórczy potencjał połączenia tych dwóch symboli. Wraz z innymi pieszymi przeszedłem przez ulicę i zacząłem fotografować. Stereoscopy nr 1 2019 Artykuł Andrew Lauren'a Serdeczne dziękuję pani Bercie Chojnowskiej i Ewie Pyrczak za przetłumaczenie artykułu.
Lista ofertzakończona 30 marca 2022 o godzinie 04:36:51kup terazzakończona 16 marca 2022 o godzinie 21:27:33kup terazzakończona 26 stycznia 2022 o godzinie 21:24:49kup terazzakończona 26 stycznia 2022 o godzinie 12:40:30kup terazzakończona 22 grudnia 2021 o godzinie 10:13:07kup terazzakończona 22 grudnia 2021 o godzinie 10:13:07kup terazzakończona 22 grudnia 2021 o godzinie 10:13:07kup terazzakończona 22 grudnia 2021 o godzinie 10:13:07kup terazzakończona 22 grudnia 2021 o godzinie 10:11:50kup terazzakończona 22 grudnia 2021 o godzinie 10:11:49kup terazzakończona 22 grudnia 2021 o godzinie 10:11:49kup terazzakończona 22 grudnia 2021 o godzinie 10:11:49kup terazzakończona 11 października 2021 o godzinie 20:35:00kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 13:19:17kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 13:19:17kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 13:19:17kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 12:57:31kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 12:57:31kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 12:57:31kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 11:23:13kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 11:23:05kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 11:22:24kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 11:16:08kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 11:16:06kup terazzakończona 28 maja 2021 o godzinie 11:15:56kup terazzakończona 21 maja 2021 o godzinie 02:27:39kup terazzakończona 16 maja 2021 o godzinie 02:19:26kup terazzakończona 16 maja 2021 o godzinie 02:19:26kup terazzakończona 16 maja 2021 o godzinie 02:19:26kup terazzakończona 16 maja 2021 o godzinie 02:19:26kup terazzakończona 10 maja 2021 o godzinie 02:29:26kup terazzakończona 10 maja 2021 o godzinie 02:29:26kup terazzakończona 10 maja 2021 o godzinie 02:29:26kup terazzakończona 10 maja 2021 o godzinie 02:29:26kup terazzakończona 10 maja 2021 o godzinie 02:29:26kup terazzakończona 9 maja 2021 o godzinie 21:29:48kup terazzakończona 1 kwietnia 2021 o godzinie 03:37:36kup terazzakończona 14 marca 2021 o godzinie 20:26:15kup terazzakończona 3 marca 2021 o godzinie 21:00:32kup terazzakończona 21 lutego 2021 o godzinie 01:49:29kup terazzakończona 21 lutego 2021 o godzinie 01:49:29kup terazzakończona 21 lutego 2021 o godzinie 01:49:29kup terazzakończona 10 lutego 2021 o godzinie 18:05:36kup terazzakończona 10 lutego 2021 o godzinie 18:05:36kup terazzakończona 10 lutego 2021 o godzinie 18:05:36kup terazzakończona 10 lutego 2021 o godzinie 02:25:01kup terazzakończona 10 lutego 2021 o godzinie 02:25:01kup terazzakończona 10 lutego 2021 o godzinie 02:25:01kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:33:59kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:33:40kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:33:31kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:33:29kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:33:28kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:33:26kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:33:25kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:33:23kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:33:21kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:26:40kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 11:23:49kup terazzakończona 8 lutego 2021 o godzinie 10:08:50kup teraz
Z kolei w latach 90. 75% Amerykanów nie miałoby nic przeciw zawarciu małżeństwa z przedstawicielem społeczności żydowskiej, gdy w 1969 roku taką od-powiedź wskazało tylko 59%3. 25% żydowskiej społeczności Nowego Jorku określa się mianem niewierzących. W roku 2003 spośród 1,4 mln Żydów z obszaru Nowego Jorku wraz z
"Elvis" Baza Luhrmanna to kiepski film, który jednak świetnie się ogląda. Austin Butler w głównej roli sprawia, że ikona sprzed lat znów ma na ekranie pazur Dojrzały, doświadczony przez życie bohater "Księgarni w Paryżu" ucieka przed rzeczywistością w świat książek. A może dopiero w nim jest sobą? Z pewnością propozycja Serio Castellitto jest szlachetną baśnią Nadava Lapida w "Kolanie Ahed" gubi zaś własne ego. Film o kulturze na uwięzi prawicowych rządów zmienia się w narcystyczny (auto?)portret reżysera Francuz, Jacques Audiard, decyduje się zaś odwrócić kamerę od siebie i przygląda się codzienności ludzi wchodzących w dorosłość w dzisiejszym Paryżu Więcej takich wywiadów znajdziesz na stronie głównej Onetu Biodra Elvisa Kadr z filmu "Elvis" Może to najgłośniejsza premiera tego roku? Na ostatnim festiwalu w Cannes pokaz "Top Gun: Maverick" z towarzyszącym mu przelotem myśliwców nad Lazurowym Wybrzeżem oraz właśnie "Elvis" z imprezą na pół Croisette przypominały, że Hollywood budzi się z pandemicznego snu. Z hukiem. "Top Gun: Maverick": w starym, dobrym stylu [RECENZJA] Miejmy to z głowy: Baz Luhrmann zrobił niedobry film. Scenariusz jest tu niemal prostacki: stary agent muzyka, pułkownik Tom Parker, opowiada z offu jego życiorys. Dialogi często okazują się banalne, struktura zachwiana. W absurdalnie rozwleczonym filmie Elvis mozolnie wdrapuje się na szczyt, podczas gdy obraz ostatnich dwóch dekad jego życia sprawia wrażenie, jakby ktoś z poglądem przewijał naprzód kasetę VHS. Kontrowersje budzi rola Toma Hanksa jako Parkera. Całość zachodnia prasa określa przymiotnikami deliryczny, pogmatwany, nieciekawy. Ale cholera, warto to obejrzeć. Baz Luhrmann kocha show, glamour i splendor. Potrafi zrobić ujęcie tyleż tandetne, co fascynujące. Nie jest zaskoczeniem, że świetnie reżyseruje występy piosenkarza. Ale też pokazuje, dlaczego Elvis wywoływał tak skrajne emocje. Przywraca mu pazur. Z jednej strony siła, której w śniącym swój amerykański sen społeczeństwie lat 50. miało nie być: seksualność. Z drugiej kwestia jeszcze bardziej kłopotliwa: rasa. "Biały chłopak o czarnych biodrach" — pisali o piosenkarzu z Memphis komentatorzy. Jego muzyka miała niebezpieczną energię łaknących równości Afroamerykanów. Luhrmann nie potrzebuje wielu piosenek, aby pokazać ewolucję Presleya. Woli śledzić te same kawałki, które na ekranie zmieniają swoje znaczenie. Mały Elvis w czarnej dzielnicy Memphis widzi, jak facet gra "Hound Dog" na zdezelowanej gitarze w drewnianym baraku, a w każdej nucie zawarty jest tu jego krzyk wolności. Muzyk przeniesie ten numer do tanbcbud, knajp typu diners, a po kilku dekadach w barokowej aranżacji na scenę hotelu International w Las Vegas. Za każdym razem zabrzmi on zupełnie inaczej. Bo także o tym jest Elvis: o narodzinach nowoczesnego muzycznego biznesu, bezlitosnej monetyzacji cudzego talentu, komercjalizacji buntu kilku pokoleń. Cóż, Luhrmann nie lubi wąskich wachlarzy — ani tematów, ani filmowych środków. Więc robi ten swój epicki spektakl i przypomina, że każdy ma w sobie dziecko, które przestraszy się wjazdu pociągu na stację La Ciotat. Nawet krytyk. "Elvis", reż. Baza Luhrmann, Warner Bros Świat w starym stylu Charakterystyczne: Nowy Jork miał swój sklep z tytoniem z "Dymu" i "Brooklyn Boogie". Snobistyczna Europa wybiera księgarnię. Ale schemat pozostaje podobny. Tytułową "Księgarnię w Paryżu" prowadzi dojrzały Włoch, który przyjechał do Francji, gdy jego życie się rozpadło. To miejsce, w którym drzwi się nie zamykają. Facet z kawiarni obok codziennie przychodzi tu z kawą i croissantem, młody ksiądz szuka lektur na podróże z partnerem, w witrynę zagląda kwiaciarka z sąsiedztwa. Starszy profesor regularnie podkrada książki, a właściciel udaje, że nie widzi. W końcu zaczyna tam przychodzić jeszcze jedna osoba, która stanie się ważna w tej opowieści: aktorka okolicznego teatru. Działały na niego silniej niż narkotyki. Witkacy słynął z licznych kochanek Foto: Materiały prasowe Kadr z filmu "Księgarnia w Paryżu" Sergio Castellitto jednak nie tylko zasypuje widza bon motami (choć niektóre bawią: kiedy księgarz słyszy, że klient "szuka książki o starym facecie, który zgrywa intelektualistę, a naprawdę jest tylko napalony na tabuny kobiet", odpowiada: "Ma pan duży wybór: Victor Hugo, Simenon, Bukowski, Philip Roth. A to początek"). To opowieść o wychodzeniu z życiowego impasu. Bohater opiekuje się córką sparaliżowaną i straumatyzowaną po wypadku na basenie. Oboje zamknęli się we własnym świecie. Włoski reżyser i aktor nie udaje, że jego film jest czymś więcej, niż uroczą baśnią. Chyba wie również, że ten intelektualno-paryski świat w starym stylu wypada pretensjonalnie. Ale czasem i takie historie okazują się nam potrzebne, aby w biegu złapać trochę oddechu. "Księgarnia w Paryżu", reż. Sergio Castellitto, Aurora Films Bloki Paryża Prawdziwy natomiast jest Paryż Jacquesa Audiarda. W "Paryżu, 13. dzielnicy" ekranizacji komiksu "Śmiech i śmierć" Adriana Tomine’a, właściwie nie ma fabuły. Są młodzi bohaterowie, którzy wśród wieżowców z tytułowej części miasta wchodzą w dorosłe życie. Studiują, łapią się dorywczych zajęć, mierzą z odmiennymi uczuciami. Jedna dziewczyna miała tylko sypiać ze współlokatorem, ale zakochuje się w nim. Chłopak próbuje odnaleźć się w nowej pracy. Pracownica biura nieruchomości wpada w fascynację kobietą poznaną przez seks-kamerę. Ot, wszystko się jakoś toczy. Foto: Materiały prasowe Kadr z filmu "Paryż, 13. dzielnica" Charakterystyczne czarno-białe zdjęcia jeszcze mocniej nadają tej historii uniwersalizmu. 70-letniemu Audiardowi udaje się stworzyć wiarygodny portret współczesnych młodych ludzi. Imponuje tu tolerancja, jaką mają wobec siebie nawzajem, swoich uczuć, odmiennych pomysłów na życie. Związki często im się rozpadają, ale zostają przyjaźnie i bliskość. Nie trzeba nikomu udowadniać, że płeć i seksualność są płynne. Choć przecież takie życie też ma swoją cenę: niestabilności i niepewności jutra. Reżyser rezygnuje ze zbędnych komentarzy. Po ostrych społecznych filmach proponuje po prostu refleksyjną balladę na cześć codzienności. "Paryż, 13 dzielnica", reż. Jacques Audiard, Gutek Film Pustynia Izraela "Kolano Ahed" jest chyba wypadkiem przy pracy. Laureat Złotego Niedźwiedzia za "Synonimy" zrobił wsobny i narcystyczny film, który pachnie toksyczną męskością. Ahed Tamimi pochodzi z palestyńskiej wsi Nabił Saleh. Kiedy miała szesnaście lat, w czasie demonstracji przed jej domem doszło do zamieszek między izraelskim wojskiem a protestującymi. Dziewczyna wdała się w sprzeczkę z uzbrojonym żołnierzem, uderzyła go kilka razy. Nagranie incydentu trafiło do sieci. Dwa dni później została aresztowana, a nacjonalistyczny poseł Bezalel Smotrich publicznie nawoływał do przestrzenia jej kolana. Nadav Lapid wraca do tej historii w filmie regularnie, sięga po nagrania archiwalne. Tyle tylko, że sprawa tak naprawdę niewiele ma wspólnego z resztą fabuły. Ta bowiem rozgrywa się w prowincjonalnym izraelskim domu kultury, gdzie na spotkanie z widzami przyjeżdża słynny reżyser. Wita go pracownica ministerstwa kultury. Najpierw panuje między nimi seksualne napięcie. Później artysta pastwi się nad dziewczyną, bo poprosiła go o podpisanie wymaganego przez ministerstwo papieru, że poruszą tematy związane z filmem. Cenzura? Może. Prawicowe władze, które próbują opleść wszystkich mackami swojej wizji świata? Tak. Ale i kobieta świadoma, że tylko idąc na kompromisy może sprawić, że cokolwiek wydarzy się w mieście pośrodku pustyni. I tylko zapatrzony w siebie, naiwny artysta myli prowokację z przemocą wobec ludzi, którzy jego zdaniem znajdują się niżej w hierarchii. "Kolano Ahed", reż. Nadav Lapid, SNH Dziura w ścianie Cóż, na upartego można by nawet uznać, że "Room 203" ma pierwiastek feministyczny. W rzeczywistości pozostaje uroczym w swojej nieporadności horrorem klasy B. Dwie dziewczyny przyjeżdżają do miasta studiować. W mieszkaniu jednak jest dziura w ścianie. Już wcześniej wywoływała ona zjawiska nadprzyrodzone. I nie zamierza przestać. Jeden kadr wystarczy, by przerazić. "Serce może tego nie wytrzymać" Ben Jagger stosuje całą feerię horrorowych zabiegów z lat 80. Jego propozycja nie ma nic wspólnego z czasami Jordana Peele’a czy Julii Ducournau. Raczej od razu trafi na pokazy złych filmów. Zagadka z przeszłości jest tu płaska, płytka i oczywista. Ale może właśnie dlatego znajdzie swoich fanów? Ben Jagger ściąga fanów kina grozy do czasów, gdy ten gatunek przynależał do rozrywek jarmarcznych. A jednocześnie na swój sposób broni kobiety. A nuż ta prostota okaże się atrakcyjna? "Room 203", Ben Jagger, Best Film (asr) Także dlatego powinniśmy robić wszystko, co w naszej mocy, żeby wojna na Ukrainie zakończyła się jak najszybciej” – powiedział PAP konsul generalny RP w Nowym Jorku Adrian Kubicki. Wyraził nadzieję, że przesłanie ekspozycji rysunków wzbogaconych opisami zachęci mieszkańców Nowego Jorku do refleksji.29.07.2023. Foto: Anna Maleady. Młodzieżowa Orkiestra Dęta „Wood & Brass Band” z Goleniowa, po zdobyciu w Wirginii Zachodniej trzech złotych lokat na Mistrzostwach Świata organizacji World Association of Marching Show Bands, koncertowała w Nowym Jorku. Wystąpiła w ONZ, a w piątek w konsulacie RP. Gorąco przyjmowana orkiestra
Jest ponury, brutalny i drapieżny, a ostatecznie jeden z najbardziej kultowych filmów science fiction, jakie kiedykolwiek nakręcono. Na cześć jego 35 ten rocznicę, oto kilkanaście faktów o Snake Plissken i jego misji w największym więzieniu na świecie: Nowym Jorku. 1. ZREALIZOWANO W ST. LOUIS Z POWODU KATASTROFY.
Film "Kevin sam w domu" w reż. Chrisa Columbusa z 1990 r. obchodzi w tym roku 30. rocznicę powstania Jak pracę na planie wspomina po latach reżyser i część obsady? Columbus był bliski zarzucenia kariery reżysera. Macaulay Culkin wcielający się w rolę Kevina od razu wydał mu się typem gwiazdy filmowej "Potrzebowałam małego chłopca, który nadal wierzyłby w św. Mikołaja. (...) Nie było nikogo lepszego niż Macaulay" - wspomina Janet Hirshenson odpowiedzialna za casting Film słynie nie tylko z ciekawej historii, ale i z serii podstępów, jakie stosuje Kevin, by chronić dom przed włamywaczami. Ujęcia wymagały pracy kaskaderów. "Wyglądało na to, jakby byli bliscy śmierci" - wspomina reżyser Więcej wywiadów znajdziesz na stronie głównej "Kevin sam w domu" liczy już sobie niemal 30 lat, a mimo to pomysłowość i podstępy głównego bohatera nadal przykuwają uwagę widzów, skradając serca kolejnym pokoleniom. Sam Macaulay Culkin w latach 90. stał się najpopularniejszym dziecięcym aktorem na świecie - wszystko dzięki głównej roli w bijących rekordy popularności przygodach zaradnego Kevina McCallistera. Aktor w sierpniu tego roku skończył 40 lat, publikując przy okazji na Twitterze krótki, wymowny wpis: "Hej, chcecie poczuć się staro? Właśnie skończyłem 40-tkę". Oparty na magicznej ścieżce dźwiękowej mistrza filmowego Johna Williamsa i ze świetnym scenariuszem giganta pióra lat osiemdziesiątych (Johna Hughesa), "Kevin sam w domu" był udrapowany w przytulnych czerwieniach i głębokiej zieleni, a przy tym pełen psotnego uroku. Dzięki dziecięcej perspektywie, odczarowującej (i zaczarowującej na nowo!) święta Bożego Narodzenia film Chrisa Columbusa podbił serca wielu milionów widzów, zyskując wraz z czasem miano kultowego. Trzy dekady od spotkania na planie filmowym redakcja "Independent" przeprowadziła wywiad z Chrisem Columbusem (reżyserem) i częścią obsady "Kevina", pytając o to, jak wyglądały okoliczności powstania filmu. "Próbował mnie rozśmieszać w trakcie kręcenia" Przypomnijmy: reżyser zasłynął nie tylko jako twórca serii o "Kevinie", ale także jako autor dwóch pierwszych ekranizacji książek opowiadających o przygodach Harry'ego Pottera. Chris Columbus już na początku rozmowy przyznał, że zanim podjął się wyreżyserowania "Kevina samego w domu", był bliski pogodzenia się z faktem, że to koniec jego kariery jako reżysera. "Rozpaczliwie potrzebowałem pracy" - wspomina. Za sobą miał właśnie ukończenie projektu, który okazał się kompletną klapą. Dostał w tym czasie dwa scenariusze - jak się okazało, jeden z nich miał zaowocować jedną z najbardziej kultowych komedii świątecznych w historii. W rozmowie podkreślono wartość samej historii już na poziomie scenariusza, która okazała się idealnie oddawać napięcia pomiędzy marzeniami o idealnych świętach Bożego Narodzenia a rzeczywistością przeciętnego domu rodzinnego, która często okazuje się od tych marzeń bardzo daleka. Słowem: święta oczami dziecka, które zaczyna konfrontować ideał z faktami. POLECAMY: Najlepsze filmy familijne. Co oglądać z rodziną? [TOP 10] "Każdy pamięta bycie takim dzieckiem oraz to uczucie, kiedy wszyscy się ciebie czepiają, niesprawiedliwość wielu sytuacji - ale wciąż nie myślisz wtedy, że rodzice to źli ludzie a twoi bracia i siostry są okropni" - podkreślił Raja Gosnell, odpowiedzialny za montaż nie tylko filmów o Kevinie, ale także takich hitów jak "Pretty woman", "Pani Doubtfire" czy komedii romantycznej "Dziewięć miesięcy". ZOBACZ TAKŻE: Kopciuszek czy utrzymanka? Mija 30 lat od premiery "Pretty Woman" W rozmowie wspomniano także pracę na planie filmowym z dziećmi, w tym z Macaulay'em Culkinem - odtwórcą roli tytułowego Kevina. Jak przyznała reżyserka castingowa, sam autor scenariusza... napisał już tę historię z myślą o Culkinie. "John [Hughes - przyp .red.] napisał »Kevina samego w domu« myśląc już o Macaulay'u, ponieważ dopiero co pracował z nim jako reżyser na planie »Wujaszka Bucka«. Szybko sprawdziłam, czy jest ktoś jeszcze poza Macaulayem. Poszukiwania były szybkie i ograniczone. Potrzebowałam małego chłopca, który nadal wierzyłby w św. Mikołaja. Zrobiłam szybki przegląd Nowego Jorku i Chicago, i otóż nie - nie było nikogo lepszego niż Macaulay" - wspomina Janet Hirshenson, która odpowiadała za casting do "Kevina". POLECAMY: Jak dziś wyglądają gwiazdy filmu "Kevin sam w domu"? Jak współpracę z kilkulatkiem wspomina sam reżyser? "Nikt inny nie miał takiej jakości, jaką miał Mac. Był jak prawdziwy dzieciak, ale był też zarazem niesamowicie przy tym uroczy i niezwykle zabawny. Po prostu miał ten urok. Mac też był nieco niedoskonały, co było świetne. Jedno ucho było trochę zgięte, nie wyglądał jak inne dzieci - ale każdy, kto go spotkał, zakochiwał się w nim od razu i dla mnie od początku było wiadome, że to gwiazda filmowa" - przyznał Columbus. Jak wspomina Devin Ratray (w filmie wcielający się w Buzza McCallistera) relacja z Macaulayem kształtowała się bardzo naturalnie. "Miał dużo rodzeństwa i starszego brata, który był w moim wieku, więc był ze mną w naturalny sposób związany i dużo się bawiliśmy. Wszystkie dzieciaki próbowały mnie rozśmieszyć podczas ujęć i zbliżeń. Mac był bardzo sfrustrowany, że zachowywałem kamienne oblicze i nie był w stanie mnie złamać" - wspomina. Co stało się z aktorami występującymi w filmie? Tytułowy Kevin, czyli Macaulay Culkin, przez kilka lat był czołowym dziecięcym aktorem w Hollywood, jednak później przez lata zmagał się z uzależnieniem od narkotyków. Obecnie udało mu się wyjść na prostą i realizuje się jako muzyk zespołu Pizza Underground, sporadycznie pojawia się też na ekranie. Catherine O'Hara po "Kevinie" zagrała jeszcze w kilkudziesięciu filmach i wciąż możemy oglądać - choć głównie w mniejszych rolach. Tata Kevina, czyli John Heard, zmarł w lipcu 2017 r. w wieku 72 lat. ZOBACZ FILM "KEVIN SAM W DOMU" W Macaulay Culkin Dziki zachód dla kaskaderów W rocznicowym wywiadzie poruszono także temat akrobacji i pamiętnych scen z udziałem dwóch włamywaczy, Harry'ego (Joe Pesci) i Marva (Daniel Stern), specjalizujących się w okradaniu tymczasowo opuszczonych budynków. W "Kevinie" mają zamiar dokonać napadu na dom McCallisterów. W licznych scenach "wypadków" i serii urazów, jakim ulegają w walce z 9-latkiem broniącym swojego domu, na ekranie widzimy tak naprawdę kaskaderów. "W filmie nie ma efektów specjalnych i za każdym razem, gdy odbywał się na planie jakiś »wyczyn«, wyglądało na to, że kaskader jest bliski śmierci" - wspomina Columbus. POLECAMY: Reżyser przyznał, że Donald Trump wymusił rolę w filmie "Kevin sam w Nowym Jorku" Jak przekonuje po latach: z perspektywy jego i całej ekipy "to wcale nie było zabawne". "Wstrzymałeś oddech, kiedy kaskaderzy rzucili się ze schodów domu pięć stóp w powietrze i wylądowali na betonie" - wchodzi w słowo Gosnell. "To, co działo się z tymi facetami, było niezwykle bolesne, więc zmieszaliśmy odpowiednią ilość rzeczywistych odgłosów i animowanych efektów dźwiękowych oraz skonstruowaliśmy muzykę w taki sposób, że całość wydawała się na tyle kreskówkowa, że nie budziła przerażenia" - wspomina. "Wrzeszczałem »Cięcie!« i zapanowywało milczenie" - wspomina reżyser. "Podchodziłem wtedy do kaskaderów i pytałem: »Wszystko w porządku?«, a oni odpowiadali: »Idealnie, nie ma problemu!«. Wracaliśmy potem do monitorów i oglądaliśmy odtwarzane sceny. Dopiero wtedy zdawaliśmy sobie sprawę, że to naprawdę śmieszne. Ta część sesji była pełna niepokoju, ponieważ naprawdę martwiłem się o ich bezpieczeństwo. Od tamtego czasu nie widziałem w filmie takich akrobacji w komedii slapstickowej. »Kevin sam w domu« był jak dziki zachód dla kaskaderskich wyczynów" - wspomina. Przypomnijmy: w Polsce "Kevin sam w domu" jest już filmem kultowym. Co roku w okresie świąt Bożego Narodzenia jest emitowany w telewizji. Kiedy w 2010 r. Polsat postanowił nie emitować filmu i jego kontynuacji ("Kevin sam w Nowym Jorku"), niemal 40-milionowy naród w środku Europy jednogłośnie wyraził swój sprzeciw. Stacja nie miała wyjścia - "Kevin" ostatecznie pojawił się w ramówce. "Kevin sam w domu": informacje Obraz Columbusa z 1990 r. to wielki hit kina familijnego, nadal niezwykle chętnie oglądany przez całe rodziny. "Kevin sam w domu" dla wielu osób ma dziś już status dzieła kultowego. "Kevin sam w domu" otrzymał dwie nominacje do Oscara - za muzykę oraz piosenkę "Somewhere in My Memory". Kate (Catherine O'Hara) i Peter (John Heard) McCallisterowie mieszkają razem z dziećmi w przestronnym, pięknym domu na przedmieściach. Boże Narodzenie postanawiają jednak spędzić Paryżu, gdzie zabierają całą rodzinę. Gdy ta się u nich zjawia, w domu panuje straszne zamieszanie - Kate i Peter, ciocia Leslie (Terrie Snell) i wujek Frank (Gerry Bamman), a także sześcioro dzieci - wszyscy w pośpiechu szykują się do wyjazdu. Tymczasem ośmioletni syn gospodarzy, Kevin (Macaulay Culkin), nieustannie marudzi i przeszkadza wszystkim w przygotowaniach. Zdenerwowana matka wysyła go na poddasze, gdzie chłopiec za karę ma sam spędzić noc. Z powodu awarii prądu rano rodzina budzi się bardzo późno. W ogromnym zamieszaniu, bojąc się, że nie zdążą na samolot, wyruszają na lotnisko. Przez to nikt nie zauważa, że wśród nich nie ma Kevina. Kate zauważa nieobecność najmłodszego dziecka dopiero na lotnisku w Paryżu... W tym samym czasie mały bohater filmu "Kevin sam w domu" budzi się na poddaszu i ze zdziwieniem zauważa, że jego rodzina zniknęła. Jest bardzo zadowolony, ponieważ nareszcie może robić wszystko to, na co zawsze miał ochotę, a czego mu zabraniano. Niebawem orientuje się, że dwaj groźni włamywacze, Harry (Joe Pesci) i Marv (Daniel Stern), specjalizujący się w okradaniu tymczasowo opuszczonych budynków, mają zamiar dokonać napadu na dom McCallisterów. Energiczny i niezwykle pomysłowy Kevin postanawia samodzielnie bronić posiadłości. Źródła: Independent, OnetNa pierwszy rzut oka pewnie nie wierzysz, że tę przepiękną uliczkę Nowego Jorku będziesz w stanie namalować sam, lecz z naszymi obrazami DIY wszystko jest możliwe! Prezentowane dzieło sztuki jest w zasięgu Twoich rąk dzięki niezwykle prostemu i przyjemnemu malowaniu po numerach. Model produktu z motywem deszczu w Nowym Jorku to .