W celi sześcioosobowej z trzema innymi mężczyznami. — Jak dojeżdżają nowi, to raczej nie na początku tygodnia. Dzisiaj wtorek, więc może do piątku będzie nas więcej. Jak ja tu wchodziłem, to akurat sala stała pusta. Nie wiedziałem, jak się to wszystko odbywa, bo to mój pierwszy pobyt w więzieniu. Łóżka są piętrowe.
Ale trzeba też pamiętać o tym, że nie każdy, kto tam trafił, jest recydywistą i przestępcą. Są ludzie, którzy popełnili jakiś błąd, zrobili źle, np. pod wpływem: emocji, reakcji, chwili i za to musieli odpowiedzieć w więzieniu. A z recydywistami to już inna sprawa. Tacy ludzie wpadają w nieodpowiednie towarzystwa, im się zaczyna podobać: złodziejstwo, bicie innych, szkodzenie ludziom. I takie osoby wielokrotnie trafiają do zakładów karnych i z czasem to miejsce staje się ich domem. Na ten temat oglądam różne programy, czytam o tym i wynika z tego, że bardzo wielu takich ludzi nie chce się zmienić, bo im się podoba "przestępcze życie". Mam właśnie brata, który polubił takie "negatywne" towarzystwo i żeby mu coś przychodziło łatwo. Nie chciał normalnie pracować ( a miał nie jedną pracę ), wolał ukraść i niczym się nie przejmować. Sam sobie życie zmarnował, bo tak chciał. A byli ludzie, którzy chcieli mu dać szansę, tylko on ją odrzucał.
Fala turystów w górach. Rodzinne wycieczki w polskie góry. Górska miłość i zaręczyny. Zakopane przyciąga turystów z całej Polski i nie tylko. Bohaterowie reportażu Dzień Dobry TVN również pokochali to miejsce. Do tego stopnia, że zdecydowali się porzucić swoje dotychczasowe miejsca zamieszkania, by osiąść w górach.
Nie łatwo dziś wytłumaczyć, jak się żyło w PRL-u. Gdybyśmy jednak mogli cofnąć się w czasie powiedzmy do roku 1975 i zajrzeli do mieszkania przeciętnej polskiej rodziny, pewne rzeczy na pewno zwróciłyby naszą uwagę. Byłyby to eksponowane z dumą, luksusowe dobra, przywożone z krajów tzw. demokracji ludowej. *Tekst powstał w ramach wspólnego cyklu Deutsche Welle i Newsweek Polska. #CzasSolidarności. Więcej o cyklu dowiesz się na końcu artykułu. *** Wśród nich na poczesnym miejscu znalazłyby się znakomite produkty z Niemiec Wschodnich: kawa, pieprz, słodycze – ach, te żelki! Robot kuchenny dla mamy. Kolejka Piko dla syna. Płyta Beatlesów firmy Amiga dla córki. A pod blokiem, kto wie, może nawet błyszczałby w słońcu nowiutki trabant taty? Albo, gdybyśmy przenieśli się w lata osiemdziesiąte, marzenie każdego chłopaka – motorower Simson? Każdy sąsiedni kraj miał swoje atuty, deficytowe towary, których nie można było zdobyć w polskich sklepach. Trzeba było po nie pojechać, najlepiej zabierając na wymianę rzeczy, których z kolei tam brakowało. Wszystkie „demoludy”: Niemiecka Republika Demokratyczna, Czechosłowacja, Węgry czy Polska, cierpiały bowiem na tę samą chorobę, wynikającą z podporządkowania komunistycznej Moskwie. Ta choroba nosiła nazwę RWPG - Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. I objawiała się tym, że radzieccy towarzysze decydowali o tym, jakie gałęzie gospodarki rozwijać w bratnich krajach. Polsce przypadły węgiel i stal, więc przez kilkadziesiąt lat rodzimi komuniści inwestowali w przemysł ciężki, zaniedbując produkcję dóbr codziennego użytku. Im więcej fedrowano węgla i wytapiano stali, tym trudniej było zdobyć takie luksusy, jak pieprz, albo kupić porządne buty. Ale Polak potrafi. Skoro państwo nie potrafiło ani wyprodukować poszukiwanych towarów, ani sprowadzić ich w takiej ilości, by nie trzeba ich było kupować „spod lady”, ludzie wzięli sprawy we własne ręce i sami zaczęli je przywozić. I tak Polacy odkryli NRD. Z początku, przez pierwsze powojenne ćwierćwiecze, mało kto jeździł do Niemiec wschodnich. Nawet moi krewni z Lubania, miasta tuż przy granicy niemieckiej, znali ten kraj głównie z opowieści znajomych. Wszystko zmieniło się w 1972 roku, gdy ówcześni komunistyczni przywódcy, Edward Gierek i Erich Honecker, otwarli granicę. Od tej pory można było ją przekraczać na dowód osobisty. Wujek był kierowcą autokaru, woził wycieczki do Niemiec. Ile razy się widzieliśmy, u wujostwa czy u nas pod Warszawą, opychaliśmy się przywiezionymi przez niego bananami i pomarańczami. To były czasy, kiedy pomarańcze jadło się raz w roku, w Boże Narodzenie! Wujek opowiadał masę anegdot, z których niestety zapamiętałem niewiele, bo zawsze w najciekawszym momencie rodzice kazali mi iść spać. O Polakach, którzy jechali na drugą stronę w najgorszych butach, a wracali w adidasach czy salamandrach. O zabawach w chowanego z celnikami, którzy przetrzepywali bagaże podróżnych w poszukiwaniu złota. Przemyt złota to już była wyższa szkoła jazdy – kupowało się je od żon radzieckich oficerów, których tysiące stacjonowały wtedy w NRD. Oczywiście nie za pieniądze, bo te nie miały większej wartości. Tylko za towary poszukiwane w Niemczech Wschodnich, np. nylonowe bluzki. Bonanza skończyła się w 1980 roku. Gdy w Polsce wybuchła Solidarność, Niemcy zamknęli granicę. Ale do tej pory miliony Polaków wiedziały już z własnego doświadczenia, że w NRD żyje się znacznie lepiej niż w PRL-u. A kto sam nie miał okazji się o tym przekonać, ten mógł popatrzeć, jak to w tym NRD wygląda, oglądając co tydzień kolejny odcinek „Telefonu 110”. To był serial kryminalny, wprawdzie nie tak dobry, jak „Kojak” czy „Colombo”, ale przynajmniej można było popatrzeć, jak ludzie za Odrą żyją, jak się ubierają. A to przecież nie był żaden Zachód, tylko NRD! Z tego płynął prosty wniosek, że polskie komuchy to jakieś wyjątkowe patałachy. W takim NRD czy w Czechosłowacji ludzie zajadali się kiełbaskami, popijali piwem, a u nas to już nawet cukier był na kartki. O ile Czechom można było wybaczyć, że żyją lepiej niż my, to jednak trudno było bez emocji znosić przewagę Niemców wschodnich. Przecież oni przegrali wojnę, a mimo to, nawet pod sowiecką okupacją, potrafili zbudować całkiem sprawną gospodarkę i produkować rzeczy, o jakich nam się nie śniło. Łatwo dziś śmiać się z trabanta, ale myśmy w tamtych czasach produkowali syrenki. Kto był w Berlinie czy Dreźnie i miał okazję odwiedzić prywatne mieszkania, ten widział, że są nie tylko większe, niż polskie klitki w blokach, ale też staranniej wykończone. Która kobieta nie marzyła o enerdowskim szamponie i kosmetykach? Przecież w Polsce w latach osiemdziesiątych trudno było dostać nawet papier toaletowy! Powodów do kompleksów mieliśmy tyle, że trzeba było je sobie jakoś zracjonalizować. Często więc mówiono o Niemcach, że są posłuszni jak roboty, pozbawieni fantazji i zmysłu improwizacji, wszystko mają wymierzone i zaplanowane tak, że bez rozkazu nawet nie drgną. Ten stereotyp był bardzo mocny, podobnie jak przekonanie, że niemiecki jest najbrzydszym językiem na świecie. W tamtych czasach mało kto w Polsce uczył się niemieckiego, w liceach, do których uczęszczała zresztą tylko znikoma część młodzieży, uczono przede wszystkim rosyjskiego i angielskiego. W związku z tym bariera obcości była wyjątkowo mocna. Polacy tak naprawdę wiedzieli o Niemczech wschodnich niewiele, i na ogół nie chcieli dowiedzieć się więcej. Komunistyczne władze w krajach Europy Wschodniej celowo utrudniały kontakty z sąsiadami. W latach osiemdziesiątych propaganda w NRD, Czechosłowacji i na Węgrzech wykreowała wizerunek polskiego nieroba, któremu nie chce się pracować, wciąż by tylko strajkował. Albo handlował na czarnym rynku. I pił wódkę. Ten negatywny stereotyp padł na podatny grunt i okazał się bardzo trwały; funkcjonował jeszcze wiele lat po upadku komunizmu w 1989 roku. Jednocześnie tamtejsze władze robiły, co mogły, by nie dopuścić do rozpowszechniania informacji o rzeczywistej sytuacji w Polsce. Przykład Solidarności mógł być zaraźliwy. A wielu enerdowców czy Czechów, którzy mieli okazję odwiedzić Polskę w latach siedemdziesiątych czy później, po zniesieniu stanu wojennego w 1983 roku, zdawało sobie sprawę, że wprawdzie Polacy żyją gorzej niż oni, ale za to cieszą się większą swobodą. Że nie boją się mówić, co myślą. I że krytyczny stosunek do komunistycznych władzy cechuje tak naprawdę wszystkich, włącznie z członkami rządzącej PZPR. W powszechnym przekonaniu Służba Bezpieczeństwa nie była tak sprawna, jak enerdowska Stasi, nie potrafiła tak bezwzględnie inwigilować i prześladować swoich ofiar, ani stworzyć równie rozległej sieci tajnych współpracowników i informatorów. W rzeczywistości nie ustępowała wiele Stasi czy czechosłowackiej bezpiece, natomiast miała trudniejsze warunki działania. Polacy, w przeciwieństwie do Niemców czy Czechów, mają wyjątkowo długą tradycję buntowania się przeciwko władzy. Każdej władzy, zarówno narzuconej z zewnątrz, jak i rodzimej, która uzurpuje sobie zbyt wiele uprawnień. Prawdopodobnie wynika to z przyjętego przez Polaków, bez względu na pochodzenie społeczne, etosu szlacheckiego. Był on podstawą propagowanego pod zaborami przez polskie elity wzoru tożsamości narodowej, a jego najważniejszą cechą jest umiłowanie wolności, zarówno politycznej, jak i osobistej. Krótko mówiąc, Polak nie znosi, jak ktoś mu coś każe, albo czegoś zabrania. Traktuje to jak zamach na swoją godność. Ten kod kulturowy znacznie utrudnił komunistom zaprowadzenie w Polsce takiej dyktatury, jak w NRD, ale to nie znaczy, że im to uniemożliwił. Przyjęła ona po prostu inną formę, w której należało uwzględnić specyfikę narodową Polaków. A także sięgnąć do innego zasobnika przyszłych milicyjnych kadr. W Polsce, w przeciwieństwie do Niemiec czy Czechosłowacji, ruch komunistyczny przed wojną był wyjątkowo słaby, a wielkoprzemysłowa klasa robotnicza nieliczna. Dlatego tzw. utrwalaczy władzy ludowej rekrutowano przede wszystkim spośród chłopów, którzy w wyniszczonym podczas okupacji kraju stanowili zdecydowaną większość populacji. Wprawdzie w budzącym grozę stalinowskim aparacie represji kluczowe stanowiska zajęli towarzysze z komunistycznym, bądź partyzanckim stażem, ale zdecydowaną większość ich podwładnych stanowili przeciętni młodzi ludzie, którzy nie mieli najmniejszych oporów, by służyć nowej władzy. Urząd Bezpieczeństwa, Informacja Wojskowa, Korpus Bezpieczeństwa Wojskowego, NKWD i Smiersz – te nazwy budziły grozę aż do połowy lat pięćdziesiątych. W pierwszych powojennych latach ich ofiary liczono w tysiącach. Dopiero po śmierci Stalina komuniści zrezygnowali ze stosowania masowego terroru, po części dlatego, że mogli się już bez niego obyć. Po dekadzie zbrodni na stalinowską modłę sięgnęli po inne metody kontroli społeczeństwa. Znacznie większy nacisk położono na inwigilację, szantaż i zastraszanie. Przemoc fizyczną stosowano głównie wobec młodzieży, robotników i anonimowych mieszkańców mniejszych miast. Natomiast wobec elit intelektualnych stosowano znacznie bardziej wyrafinowane metody, takie jak tworzenie siatek donosicieli, zakładanie podsłuchów, śledzenie szczególnie uciążliwych dla władzy jednostek, czy wreszcie stosowanie 48-godzinnych aresztów i urządzanie procesów pokazowych. Takich jak proces Kuronia i Modzelewskiego w 1964 roku, którego celem było zastraszenie niezależnych środowisk inteligenckich. Mimo to cztery lata później doszło do protestów studenckich w większości ośrodków akademickich. A w 1970 roku do strajków na Wybrzeżu, zakończonych masakrą robotników w Trójmieście i Szczecinie. W konsekwencji tych wydarzeń ustąpił rządzący od 1956 roku pierwszy sekretarz partii Władysław Gomułka, a na czele stanął nowy lider PZPR Edward Gierek. Gierek wychował się we Francji, był obyty w świecie i postanowił usprawnić szwankującą gospodarkę dzięki zachodnim kredytom i licencjom na poszukiwane artykuły, od Coca Coli po ciągniki rolnicze. Był też bardziej niż jego poprzednik wrażliwy na naciski ze strony zachodnich rządów i międzynarodowej opinii publicznej, od których zależał dopływ gotówki. Dzięki pożyczonym miliardom udało mu się w pierwszej połowie dekady podnieść poziom życia Polaków, ale potem nadszedł kryzys, a zaciągniętych kredytów nie było z czego spłacić. W ciągu kilku lat system zbankrutował, a zdesperowani ludzie wyszli na ulice. Najpierw, w czerwcu 1976 roku, zastrajkowali robotnicy zakładów w podwarszawskim Ursusie i Radomiu. Władze brutalnie stłumiły protesty. Jednakże w obronie prześladowanych zawiązał się w Warszawie Komitet Obrony Robotników, a kilka miesięcy później także w stolicy powstał Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Wkrótce na Wybrzeżu zawiązały się Wolne Związki Zawodowe i Ruch Młodej Polski. Te dwie organizacje odegrały kluczową rolę podczas strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku. Ruch strajkowy objął Wybrzeże, a wkrótce także inne części Polski. Komunistyczne władze ustąpiły pod presją społeczną i zgodziły się spełnić żądania strajkujących, w tym postulat legalizacji Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych „Solidarność”. W ciągu kilku miesięcy do Solidarności zapisało się dziesięć milionów Polaków. Zaczęła się rewolucja, która ostatecznie doprowadziła do upadku komunizmu i obalenia Muru Berlińskiego w 1989 roku. Polscy opozycjoniści już w latach siedemdziesiątych nawiązali kontakty z dysydentami i działaczami pokojowymi z NRD. Wielu z nich trafiło do Polski w ramach prowadzonej pod auspicjami niemieckiego kościoła protestanckiego Akcji Znak Pokuty. Młodzi ludzie z RFN i NRD porządkowali byłe nazistowskie obozy koncentracyjne i miejsca pamięci. Ludwig Mehlhorn poznał przedstawicieli polskich środowisk katolickich jeszcze przed strajkami na Wybrzeżu. Mathias Domaschk podczas strajku w Stoczni Gdańskiej był nawet na Wybrzeżu (niestety, w kwietniu 1981 roku zginął w enerdowskim areszcie w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach). Wolfgang Templin nauczył się w Warszawie języka polskiego i poznał działaczy KOR. Kontakty osobiste i przyjaźnie dysydentów odegrały istotną rolę podczas Jesieni Ludów w 1989 roku. Niemcy z NRD i Polacy wiedzieli już wtedy o sobie znacznie więcej, niż w czasach handlowej turystyki. NRD szczęśliwie odeszła do lamusa historii, podobnie jak PRL. Dziś każdego roku miliony Polaków odwiedzają Niemcy, a tysiące Niemców wypoczywają w kurortach nad Bałtykiem. A trabant wciąż jest w cenie, choć raczej jako zabytek minionej epoki. ***
Podcast z audycji TOK360. Adam Ozga. Gośćmi audycji byli: Lesia Vakuliuk. Dostępna transkrypcja. Temat: Jak wygląda życie w Ukrainie bez prądu? "Teraz wojna trwa nie tylko na froncie, ale w każdym domu"
Za wyżywienie skazanych w zakładach karnych i aresztach śledczych odpowiadają funkcjonariusze działu kwatermistrzowskiego. Czy więzienne posiłki to rzeczywiście luksus? Jaki jest ich koszt? Czy więźniowie maja kilkanaście diet do wyboru? Posiłki w zakładach karnych często budzą kontrowersje. Zobaczmy jak jest naprawdę. Kto gotuje?Nad właściwym przygotowaniem posiłków w każdej jednostce czuwa funkcjonariusz Służby Więziennej - szef kuchni. To on sprawuje także nadzór nad zatrudnionymi w kuchni osadzonymi. Na każdym etapie przygotowania posiłków, począwszy od obierania warzyw, przygotowywania poszczególnych składników, gotowania czy podziału porcji żywnościowych zaangażowani są więźniowie. - W kuchni zatrudniani są odpłatnie bądź nieodpłatnie, o przydziale do poszczególnych zadań decyduje przede wszystkim ich wykształcenie i umiejętności - mówi por. Anna Czajczyk, rzecznik prasowa Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w więzienneObecnie kuchnie więzienne to nowoczesne zakłady żywienia zbiorowego, przygotowane do sprawnego przygotowania trzech posiłków dziennie, w niektórych jednostkach nawet dla 1000 osób. Aby temu sprostać kuchnie wyposażone są w wysokiej klasy urządzenia i sprzęt gastronomiczny, zaczynając od patelni i kotłów warzelnych aż po piece konwekcyjno – parowe. Wszystko to odbywa się w pomieszczeniach spełniających rygorystyczne wymogi sanitarne systemu HACCP, który wdrożony został we wszystkich jednostkach okręgu tym co znajdzie się w jadłospisie oraz za urozmaicenie posiłków odpowiada funkcjonariusz działu kwatermistrzowskiego, który przy udziale pracownika służby zdrowia układa poszczególne diety. - Skazany przebywający w zakładzie karnym lub areszcie śledczym otrzymuje trzy razy dziennie napój i posiłki o odpowiedniej wartości odżywczej, w tym co najmniej jeden posiłek gorący - dodaje Anna Czajczyk. Wartość energetyczna posiłków, w ramach dziennego wyżywienia osadzonych zawiera nie mniej niż 2800 kcal dla osadzonych do 18. roku życia oraz 2600 kcal dla pozostałych osadzonych. W przydzielanych racjach żywnościowych uwzględnienia się rodzaj wykonywanej pracy i wiek skazanego, a w miarę możliwości także wymogi religijne i kulturowe. Trudno oczekiwać aby 20-latek otrzymywał takie samo wyżywienie jak 60-letnia osoba chora na cukrzycę, stąd konieczność wprowadzenia różnic w jednostkach dostępnych jest 7 rodzajów posiłków:posiłki przygotowane dla osadzonych w wieku powyżej 18. roku życia – zwane dalej „posiłkami podstawowymi – P”; posiłki przygotowane dla osadzonych w wieku do ukończenia 18. roku życia – zwane dalej „posiłkami dla małoletnich – M”; posiłki lecznicze: lekkostrawne, cukrzycowe, indywidualne posiłki przygotowane z uwzględnieniem wymogów religijnych i kulturowych posiłki przygotowane dla osadzonych wykonujących pracę w warunkach szczególnie uciążliwych, Skazani mają możliwość otrzymywania posiłków uwzględniających wymogi religijne czy kulturowe, jest to na przykład norma żywieniowa bez mięsa wieprzowego (tzw. „muzułmańska”) lub wegetariańska. Nie są to jednak częste przypadki. Aktualnie w okręgu krakowskim posiłki „muzułmańskie” otrzymuje zaledwie 1 procent skazanych, z wyżywienia wegetariańskiego korzysta zaledwie 4 talerzuOd sprytu i kreatywności żywieniowców zależy urozmaicenie posiłków. To nie lada wyzwanie stworzyć za niewiele ponad 4 złote trzy posiłki, które są smaczne i zawierają wszystkie niezbędne wartości. Poniżej przedstawiono przykładowe jednodniowe menu dla normy podstawowej:Śniadanie - herbata, chleb, margaryna, kiełbasa golonkowa Obiad - zupa koperkowa z ryżem, gulasz wołowy, ziemniaki, surówka z ogórków, kompot Kolacja - herbata, chleb, margaryna, mielonka prasowan aWszystkie posiłki są odpowiednio dobrane pod względem wartości odżywczych. W zależności od typu zakładu karnego, posiłki dostarczane są do celi lub jak ma to miejsce w zakładach karnych typu półotwartego i otwartego skazani spożywają je na stołówkach. KONIECZNIE SPRAWDŹ:Źródło: Gazeta KrakowskaPolecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Cisza nocna powinna obejmować co najmniej godziny w granicach 22:00 – 6:00. Mimo, że harmonogram dnia za murami danej jednostki sporządza jej dyrektor, to życie więzienne obejmuje pewne zasadnicze czynności z udziałem osadzonych, takie jak: 3) spożywanie posiłków dostarczanych przez administrację zakładu karnego; 6) korzystanie zJak naprawdę wygląda życie w więzieniu? Więzienie zazwyczaj kojarzy nam się z dużym, zamkniętym budynkiem z kratami w oknach, otoczonym wysokim murem z drutem kolczastym. W filmach często widzimy umięśnionych, wytatuowanych więźniów w pomarańczowych strojach, którzy biją się między sobą i próbują przemycać do celi telefony czy narkotyki. Od Pana Marcina, strażnika półotwartego zakładu karnego, dowiemy się, jak naprawdę wygląda życie w więzieniu. Pierwsza część wywiadu tutaj. Co jest najtrudniejsze w pana pracy? Mamy kłopot z przełożonymi – na wysokich stanowiskach są często niekompetentne osoby. Poza tym, w Polsce nastąpiła rejonizacja, czyli osadzeni przebywają w zakładach karnych w swoich rejonach. Przykładowo jeśli ktoś jest z Lublina i popełnił tam zbrodnię, to odbywa karę w tym miejscu. To jest pójście na rękę rodzinom i osadzonym – rodzina ma blisko i bez problemu przyjeżdża na widzenia. Jest to jednak kłopot dla funkcjonariuszy. Osadzony wychodzi na wolność i ja się z nim mijam np. w supermarkecie, na ulicy. Ja już nie pamiętam ich twarzy, a oni mówią do mnie na ulicy “dzień dobry panie oddziałowy”. Czyli to też jest w pewien sposób zagrożenie dla funkcjonariuszy? Tak, dlatego trzeba dobrze z nimi żyć. Trzeba ich karać, ale i nagradzać. Mieliśmy sytuację, że jakiemuś oddziałowemu podpalili samochód i innych wiele podobnych akcji. Skoro już mówimy o niebezpiecznych sytuacjach – co to jest tzw. połyk i czemu skazani robią takie rzeczy? Połyk to połknięcie rzeczy, która sprawi poważne konsekwencje dla życia lub zdrowia osadzonego. Był taki przypadek, że człowiek połkną rączkę od wiadra. Sami wiemy, jak idziemy do przychodni i lekarz wpycha nam patyk w gardło, to ma się odruchy wymiotne, a tutaj rączka od wiadra i ja się zastanawiam do dzisiaj, jak on to zrobił. Są też tacy, którzy połykają żyletki. Robią to głównie dlatego, że na oddziałach zamkniętych przez ileś lat siedzi się w celi, widzi się ciągle te same twarze i taki człowiek połyka żyletkę, by choć przez kilka godzin zobaczyć inny, normalny świat, nowe twarze. To wynika z izolacji takich ludzi. Ale to też łatwiejsza droga do ucieczki. Jakie przedmioty więźniowie przemycają najczęściej i w jaki sposób to robią? Komórki i narkotyki, w odbytach, w paczkach, w perfumach, proszkach, w ubraniach, w ciele. Na widzeniach przemycają lub próbują przemycać różne rzeczy. Potrafią do pampersa włożyć dziecku komórkę. A czy więźniowie mają prawo do fryzjera, siłowni i wykonywania telefonów i jak odbywają się takie czynności? Często mają siłownię. Taką, jak w parkach pani widzi, fryzjer jest dostępny według grafiku, mogą dzwonić do rodziny. W zakładach zamkniętych jest trudniej, rozmowy są nasłuchiwane i kontrolowane. A co w sytuacji, jakby więźniowie zrobili strajk i zaczęli się buntować? To już jest niezależne od nas. Wkracza wtedy grupa interwencyjna – taka jednostka specjalna. Pacyfikują cele. Czym jest tzw. izolatka i za co osadzony tam trafia? To cela zabezpieczająca z monitoringiem. Jest tam przymocowane łóżko z pasami na nogi, ręce i klatkę piersiową. Tam trafiają agresywni osadzeni. Zakładamy im kask na głowę, bo były przypadki, że osadzony sobie rozbił głowę o ścianę. To jest jedna z kar, a jakie są inne i kto je wymierza więźniom? Może dostać grupę np. R1 i to oznacza, że więźniowie są niebezpieczni i automatycznie wyjeżdżają na zakład karny zamknięty. Inne kary są łagodniejsze – np. zabranie dodatkowej paczki żywnościowej, zakaz widzeń, wstrzymane przepustki, wycofanie z pracy. Więźniowie zakładają między sobą grupy i niektórych lepiej unikać. Opowie pan o tym? Teraz ta subkultura więzienna zanika i rządzi pieniądz. Kiedyś grypsujący to byli faceci, potężni, wytatuowani, każdy się ich bał, jak wchodził na stołówkę, mieli osobne stoliki i był szacunek do nich. Teraz może skazany mieć metr pięćdziesiąt wzrostu a mieć pieniądze i on będzie rządzić kryminałem. Na pewno w pana pracy zdarzają się różne sytuacje, które zapadają w pamięć. Która spowodowała u pana strach? Umarł mi kiedyś na celi człowiek. To było dla mnie szokujące. Dostał ataku padaczki, zakrztusił się i udusił, nie był to przyjemny widok, byłem młody.
Każdego dnia zadaję sobie pytanie : jak wygląda życie za kratami ? Dziś się tego dowiem. Zobaczę co jest za tym mijanym codziennie wysokim murem, co jest po drugiej stronie …”. To fragment reportażu „ Po drugiej stronie …”, którego autorkami są Karolina Nestorowicz, Justyna Skrzypa, Dagmara Uściłowska oraz Joanna Wac, z
- Pedofile siedzą najczęściej na tzw. ochronkach, czyli specjalnie wyizolowanych oddziałach przeznaczonych dla ludzi skazanych za przestępstwa seksualne oraz dla więźniów współpracujących z policją - tłumaczy dr Paweł Moczydłowski. - Zwykle jest to oddzielne skrzydło w zakładzie karnym. Spacery i widzenia są organizowane w taki sposób, żeby nie mieli kontaktu z resztą społeczności więziennej - wyjaśnia dr Moczydłowski. - Jeśli prowadzony jest pedofil, to cały ruch w więzieniu zostaje wstrzymany. Wszystkich wsadza się do cel, telefony są przerywane - opowiada nam strażnik więzienny z kilkunastoletnim stażem. - Oczywiście lecą wtedy wyzwiska, bo więźniowie szybko się orientują, że jeśli ruch w kryminale został wstrzymany, to klawisze nie prowadzą alimenciarza - dodaje. Więcej informacji na stronie głównej W ostatnich dniach w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie z Aresztu Śledczego w Mysłowicach, gdzie trafił Tomasz M. podejrzany o zabójstwo 11-letniego Sebastiana. Słychać na nim wyzwiska i groźby wykrzyczane w jego stronę przez innych więźniów. Powszechnie wiadomo, że osadzeni są bezlitośni dla osób podejrzanych i skazanych za zabójstwo dziecka lub pedofilię. O ich sytuację w więzieniu pytam funkcjonariusza, który przepracował kilkanaście lat w jednym z największych zakładów karnych w Polsce. Przyznaje, że w swojej karierze miał do czynienia z wieloma ludźmi o których najchętniej sam by zapomniał. Mordercy dzieci i gwałciciele, to była norma. – Miałem nawet jednego faceta, który miał dwójkę dzieci z własną córką. Szkoda gadać. To że przeżyli w więzieniu, było wyłącznie zasługą strażników – opowiada. Mój rozmówca przez wiele lat pełnił rolę wychowawcy. Odpowiadał za dobieranie poszczególnych osadzonych do cel. To bardzo odpowiedzialna robota, najmniejszy błąd mógł doprowadzić do tragedii. – Miałem na karku życie 120 ludzi – często zaburzonych, narkomanów, zabójców i ludzi zrzeszonych w różnych gangach, między którymi panowały rozmaite zatargi. Dlatego tak ważne było dobre rozeznanie, z kim ma się do czynienia. Na tej podstawie rozdzielało się ludzi po celach. Chodziło o to, by zminimalizować ryzyko jakiejkolwiek awantury. Jeden błędny ruch mógł doprowadzić do tego, że ktoś został pobity, zgwałcony albo się powiesił. Mogę pochwalić się tym, że w czasach, gdy byłem wychowawcą, żaden ze złodziei (tak w gwarze więziennej określa się osadzonych – red.) nie popełnił samobójstwa. Jestem z tego dumny – relacjonuje. Pedofile stanowią w zakładzie karnym odrębną kategorię. Są szczególnie chronieni i izolowani od reszty więźniów. – Ale nie tylko oni – tłumaczy funkcjonariusz – hieny cmentarne, konfidenci, mordercy dzieci, to są w kryminale ludzie wykluczeni i tworzą tzw. grupy izolowane. Są prowadzeni osobno na spacery, do łaźni, na obiady, czy posługę religijną. W tym wszystkim nie chodzi o to, żeby ich napiętnować, tylko, żeby zapewnić im bezpieczeństwo. Bo prawda jest taka, że jeśli pedofil trafiłby do celi z bandziorami, to rano już by nie żył. Dlatego ta izolacja jest niezbędna – wyjaśnia. Skąd więźniowie wiedzą, że do ich zakładu karnego trafił pedofil? Takie informacje najczęściej rozchodzą się pocztą pantoflową. Często pochodzą od ludzi, którzy znajdują się na wolności. Wystarczy jeden gryps. A jeśli sprawa jest medialna, to potrafią cały dzień siedzieć w oknach i wypatrywać konwojów. – To jest obieg nieoficjalny. Są ludzie na wolności, którzy takich rzeczy pilnują i oni też przynoszą informacje. Wystarczy, że przyjdą pod kryminał i napiszą na rękach: „na razie jest na dołku, ale chyba do was przyjedzie”. No i za chwilę wszyscy wiedzą – tłumaczy funkcjonariusz. – Pamiętam, że był u nas kiedyś taki przypadek, że jeden złodziej rozmawiał przez telefon i nagle rzucił się w stronę prowadzonego pedofila. Na szczęście strażnik interweniował i nie doszło do tragedii. Ale właśnie ze względu na takie zagrożenie, cały ruch w więzieniu zostaje wstrzymany, jeśli prowadzony jest pedofil. Wszystkich wsadza się do cel, telefony są przerywane. Oczywiście lecą wtedy wyzwiska, bo więźniowie szybko się orientują, że jeśli ruch w kryminale został wstrzymany, to klawisze nie prowadzą alimenciarza – wyjaśnia. – Nie ma co ukrywać, że te wszystkie środki bezpieczeństwa stosuje się też dla naszego komfortu. Jeśli osadzonemu coś się stanie, to wtedy my mamy problemy. Jesteśmy wzywani na przesłuchania, sprawdzany jest monitoring, wszystkie dokumenty, a finalnie prokurator może nam postawić zarzuty niedopełnienia obowiązków. W związku z tym zapewniam pana, że te wszystkie opowieści, jak to klawisze wrzucają pedofila do celi z bandytami, żeby się nad nimi znęcali, to jest fikcja literacka – przekonuje. Dalsza część tekstu pod materiałem wideo Dr Moczydłowski: w kryminałach nie panuje samowolka To, że osoby skazane za pedofilię są wyjątkowo chronione w zakładach karnych potwierdza też w rozmowie z Onetem dr Paweł Moczydłowski, były szef Służby Więziennej. – Najczęściej siedzą na tzw. ochronkach, czyli specjalnie wyizolowanych oddziałach przeznaczonych głównie dla ludzi skazanych za przestępstwa seksualne oraz dla więźniów współpracujących z policją. Zwykle jest to oddzielne skrzydło w zakładzie karnym. Spacery i widzenia są organizowane w taki sposób, żeby nie mieli kontaktu z resztą społeczności więziennej. Czyli, mówiąc wprost, żyją sobie całkiem przyzwoicie, aczkolwiek są wyklęci przez innych więźniów i nie mają z nimi kontaktu – tłumaczy. – Także opowieści o tym, że w kryminałach panuje samowolka i można się dowolnie znęcać nad pedofilami, nie mają za wiele wspólnego z rzeczywistością. Poza tym pilnowanie bezpieczeństwa takich więźniów jest też w interesie samych funkcjonariuszy – dodaje. Przyznaje jednak, że w zakładach karnych wciąż zdarzają się sytuacje, kiedy dochodzi do przemocy wobec osób skazanych za pedofilię. – Jeżeli więzienie jest przeludnione, to siłą rzeczy słabnie kontrola i może dojść do sytuacji, kiedy pedofil trafi na więźniów, którzy będą wobec niego agresywni. Do tego dochodzi kwestia niedbalstwa. Jeżeli funkcjonariusz nie rozumie struktury więziennej, a to wymaga jednak pewnej pracy intelektualnej, to taki pedofil może trafić w niewłaściwie miejsce – przyznaje. Dr Moczydłowski tłumaczy, że czasami osoby skazane za pedofilię same chcą trafić do celi z grypsującymi, czyli osadzonymi zajmującymi najwyższą pozycję w hierarchii więziennej, najczęściej skazanymi za poważne przestępstwa. – Myślą, że w ten sposób uda im się oszukać pozostałych więźniów i zapewnić sobie bezpieczeństwo. Pozują na wielkich zbójów, zwłaszcza jeśli mają na koncie inne przestępstwa. Tylko takie postępowanie ma krótkie nogi. Więźniowie zawsze znajdą sposób, żeby dowiedzieć się, za co faktycznie siedzi ich kolega z celi – podkreśla. Cieszymy się, że jesteś z nami. Zapisz się na newsletter Onetu, aby otrzymywać od nas najbardziej wartościowe treści. W raportach koronerów, na jakie powołują się autorzy książki w związku z przestępstwami spowodowanymi pod wpływem alkoholu, spotykamy zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Szczególnie w tym drugim wypadku, może budzić to pewnego rodzaju ciekawostkę. Rola średniowiecznej kobiety we wsi kojarzy nam się bowiem zupełnie inaczej… 25 paź 13 10:39 Czuje się jak zwierzę w klatce. "Człowiek nie ma co ze sobą zrobić" - o tym, jak wygląda jego dzień w więzieniu, opowiada Darek skazany na 15 lat. Data utworzenia: 25 października 2013 10:39 Zobacz WięcejTak Sławomir Nowak żył w areszcie. Kąpiel raz na kilka dni, woda przez 8 minut... Data utworzenia: 12 kwietnia 2021, 10:30. pobudka i czas na umycie zębów apel poranny... Jest więcej punktów w harmonogramie dnia aresztu na warszawskiej Białołęce. Były minister transportu Sławomir Nowak (46 l.) wychodzi z aresztu, w którym spędził długie miesiące. Oskarżony o korupcję i łapówkarstwo na Ukrainie, oczekuje na proces. Były szef więziennictwa Paweł Moczydłowski opowiada w Fakcie, jak wyglądało życie w areszcie. Tak Nowak żyje w areszcie Foto: Reporter, / . Sławomir Nowak, przyzwyczajony do wystawnego życia „złoty chłopiec PO”, musiał przystosować się do twardych zasad regulaminu aresztu na Białołęce. – „Białe kołnierzyki” nie są przystosowane do trudów życia w areszcie. Brutalne bandziory lepiej znoszą zamknięcie – mówił Faktowi były szef więziennictwa Paweł Moczydłowski (67 l.). Przeczytaj o tym, dlaczego sąd wypuścił Nowaka Prysznic 2 razy w tygodniu Zobacz także Kiedyś pachnący drogimi perfumami, elegancki dandys wiódł surowe życie aresztanta. Kąpiel pod prysznicem przysługiwała mu tylko dwa razy w tygodniu, z tym że woda leci tam zaledwie przez 8 minut. Raz w tygodniu aresztantom wymienia się bieliznę osobistą i ręczniki, a zgrzebną pościel co dwa tygodnie. Jeśli chodzi o luksusy, to regulamin przewiduje, że osadzony może dostać do celi telewizor, ale tylko wtedy, jeśli zgodzi się na to prokurator i dyrektor placówki. Odbiornik może mieć najwyżej 19 cali i zablokowany dostęp do telegazety. Do woli za to osadzony może czytać książki z biblioteki i robić pompki w celi. – Areszt psychologicznie jest gorszy od więzienia – tłumaczy nam Paweł Moczydłowski. – Osadzonego złapano za rękę, ale jeszcze jej nie ucięto. Więc on siedzi, myśli o wyroku, martwi się o swoją sprawę, jest skoncentrowany, odbywa ze sobą psychologiczną walkę – tłumaczy były szef więziennictwa. Uroki aresztu Areszt stosuje się z racji poważnych – kontynuuje Moczydłowski. – To znaczy osoba podejrzana nie powinna, zdaniem prokuratury, przebywać na wolności, bo jest poważne przestępstwo z artykułu, który przewiduje wysoką karę. To znaczy, że w podejrzanym może zrodzić się jakiś motyw ucieczkowy albo próba wpływania na świadków, albo próby utrudnienia śledztwa. W trudnych czasach wraz ze wzrostem przestępczości i z zaostrzaniem polityki kryminalnej, niestety, areszt stosuje się również jako areszt wydobywczy, czyli próba osadzenia w areszcie na dłuższy czas ma na celu rozmiękczenie osoby podejrzanej. Żeby była skłonna do współpracy z organami ścigania – kończy Moczydłowski.. Do siermiężnej codzienności za kratkami były minister w rządzie Donalda Tuska musiał przywyknąć. Teraz sąd wypuścił go na wolność, ale to nie znaczy końca kłopotów. Nowaka czeka jeszcze proces. A oto plan dnia w areszcie na Białołęce: pobudka i czas na umycie zębów apel poranny śniadanie Ok. czas na spacer obiad kolacja apel wieczorny cisza nocna. /5 Tak Nowak żyje w areszcie Damian Burzykowski / Sławomir Nowak był szefem ukraińskiego zarządu dróg /5 Tak Nowak żyje w areszcie Jacek Domiński / Reporter W takiej celi na Białołęce siedzi Sławomor Nowak /5 Tak Nowak żyje w areszcie Tomasz Ozdoba / Areszt śledczy na Białołęce /5 Tak Nowak żyje w areszcie Nowak został zatrzymany w lipcu 2020 /5 Tak Nowak żyje w areszcie Tomasz Ozdoba / Areszt na Białołęce Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
wierzę w wizjerze zaprasza Dorota Sumińska witam państwa jak zwykle serdecznie dzisiaj co prawda nie porozmawiamy, ale ja chcę państwu opowiedzieć o zwierzętach, do których którym nadaliśmy bardzo bardzo mnie nie odpowiednie imię tak w ogóle nazywamy bardzo często zwierzęta w o określamy lub nazywamy takimi cechami, które cechują nas, a te zwierzęta z nimi tak naprawdę nie
Więźniowie żyją jak w raju! "Gazeta Pomorska" sprawdziła jak żyją więźniowie - jaki mają plan dnia, kontakt ze światem, rozrywki, co mogą trzymać w celi i co jedzą. Żyją jak w raju -... 20 marca 2011, 9:45 NOWE Utrudnienia w ruchu w woj. kujawsko-pomorskim. Gdzie są dzisiaj prowadzone roboty drogowe? Gdzie w województwie kujawsko-pomorskim należy spodziewać się dzisiaj ( utrudnień? Roboty drogowe: droga A1, w. Włocławek Północ - w. Ciechocinek... 29 lipca 2022, 13:36 NOWE Tu gdzie był "Piotr i Paweł", będzie Carrefour. Wkrótce otwarcie nowego marketu w Inowrocławiu W środę 3 sierpnia o godz. 12 w Inowrocławiu zostanie otwarty nowy supermarket sieci Carrefour. Sklep będzie mieścił się przy ul. 800-lecia Inowrocławia 27, a... 29 lipca 2022, 13:34 NOWE Grupa krwi powoduje zwiększenie ryzyka wystąpienia tych chorób - sprawdź, na co możesz zachorować [ r.] W Polsce najwięcej jest osób z grupą krwi A Rh+ (32 proc.). 31 proc. Polaków ma grupę krwi 0 Rh+, 15 proc. Polaków ma grupę krwi B Rh+, 7 proc. AB Rh+, po 6... 29 lipca 2022, 13:28 NOWE ROZMOWA Specjalista od ogrodów: - Dla wielu osób wystrzyżony trawnik pozostał symbolem statusu materialnego "Warto byłoby zmienić sposób myślenia. Niestety, dla wielu osób wystrzyżony trawnik pozostał symbolem statusu materialnego - mówi w rozmowie z "Gazetą Pomorską"... 29 lipca 2022, 13:27 Bydgoszcz. Ostatni lipcowy weekend w mieście zapowiada się ciekawie [lista wydarzeń 29-31 lipca] Półmetek wakacji. Przed nami ostatni weekend lipca. Najbliższe trzy dni (29-31 lipca) zapowiadają się w Bydgoszczy bardzo atrakcyjnie jeśli chodzi o różne... 29 lipca 2022, 13:23 Już w weekend - bitwa z Krzyżakami w Koronowie. Ponad 80 zbrojnych, w tym konni staną w weekend do walki W Koronowie trwają ostatnie przygotowania do XVIII Jarmarku Cysterskiego i inscenizacji bitwy z Krzyżakami. To największa impreza jaka tego lata odbędzie się w... 29 lipca 2022, 13:17 Powiat rypiński i miasto z dofinansowaniem z Polskiego Ładu. Jest wsparcie na nową poradnię psychologiczno-pedagogiczną W czwartek 28 lipca we Włocławku została zorganizowana uroczystość wręczenia promes z Rządowego Funduszu Polski Ład: Program Inwestycji Strategicznych. Wsparcie... 29 lipca 2022, 13:01 Ceny mieszkań w końcu spadają, tylko co z tego? Na zakup nieruchomości na kredyt mało kogo dziś stać Ceny mieszkań spadają w całej Polsce, a sprzedaż rośnie – obwieściły triumfalnie media. Rzeczywiście, z miesiąca na miesiąc koszt zakupu M spadł o kilka procent... 29 lipca 2022, 13:00 Jak przywrócić włosom zdrowy wygląd? Dzięki tym zabiegom kosmyki odzyskają blask i staną się mocniejsze Włosy potrzebują szczególnej troski latem. Przebywanie w słońcu i na wietrze nie sprzyjają pielęgnacji kosmyków. Robią się one wysuszone i matowe, przez co... 29 lipca 2022, 12:53 Główna wygrana w grze Lotto padła w Inowrocławiu. 6 trafionych liczb w Szybkie 600! Kolejna wygrana w grach Lotto w Inowrocławiu. Tym razem główna wygrana w grze Lotto o Szybkie 600. Padła 28 lipca 2022 roku w kolekturze przy ulicy Andrzeja19.... 29 lipca 2022, 12:43 Oto największe wygrane w Lotto w Inowrocławiu i w powiecie inowrocławskim. Dane z ostatnich 25 lat! [daty, miejsca, wysokość wygranych] W ostatnich latach mieszkańcy powiatu inowrocławskiego bardzo często widnieją na liście zwycięzców Lotto. Zobaczcie, kiedy padły największe wygrane w... 29 lipca 2022, 12:38 Rocznice ślubu – znasz wszystkie nazwy? Każda ma swoją wyjątkową symbolikę. Jaki prezent podarować z okazji konkretnej rocznicy ślubu? Rocznica ślubu to dobra okazja do świętowania wspólnie spędzonych lat. Każda z nich ma swoją nazwę i symbolikę. Sprawdź, co oznacza papierowa, drewniana, a co... 29 lipca 2022, 12:12 W Raciążku będzie podwyżka. Mieszkańcy gminy zapłacą więcej za wywóz nieczystości W gminie Raciążek udało się dojść do porozumienia. Podwyżka za śmieci jednak będzie, ale nie tak drastyczna, jak zapowiadano wcześniej. Gminie zajęło to trochę... 29 lipca 2022, 12:11 5 najdziwniejszych miejsc w Polsce znalezionych w Google Maps. Te lokalizacje mogą przyprawiać o gęsią skórkę. Byliście tam? Trend na szukanie tajemnic w Google Maps nigdy nie umiera. W materiałach poświęconych niezwykłym miejscom zazwyczaj pojawiają się lokalizacje spoza granic... 29 lipca 2022, 11:58 20 kultowych wokalistek z czasów PRL-u. Te kobiety zachwycały talentem i osobowością. Czy pamiętasz ich przeboje? Są nieśmiertelne! 20 kultowych wokalistek z czasów PRL-u – pamiętasz ich największe przeboje? Nie da się ukryć, że w tamtych czasach królowała muzyka estradowa. Wschodzące... 29 lipca 2022, 11:56 Czego nie jeść przy dnie moczanowej? Te produkty zwiększają stężenie moczanów we krwi i mogą powodować silny ból i sztywność stawów Na dnę moczanową obecnie choruje ponad 400 tys. Polaków, z czego największy odsetek dotyczy mężczyzn po 60. roku życia. Schorzenie polega na gromadzeniu się... 29 lipca 2022, 11:53 Kody do gier, które wyrecytujesz nawet w środku nocy. Kultowe ciągi znaków pomagające w grach sprzed lat W dzisiejszych czasach większość gier nie jest tak trudna jak kiedyś, przez co używanie kodów częściowo odeszło do lamusa. Oczywiście niektóre pozycje, takie... 29 lipca 2022, 11:47 Największe grzeszki urlopowe Polaków. Alkohol, awantury i brak umiaru to dopiero początek... Czego jeszcze powinniśmy się wstydzić? W czerwcu 2022 roku serwis Prezentmarzeń przeprowadził badanie, podczas którego respondenci mieli udzielić informacji na temat ich wakacyjnych zwyczajów. Oprócz... 29 lipca 2022, 11:43 Są świetne oferty pracy w Inowrocławiu i okolicach. Można zarobić nawet 6 tys. zł miesięcznie. Zobacz oferty pracy z najwyższymi zarobkami W Inowrocławiu i okolicy są oferty pracy z naprawdę dobrymi zarobkami. Prezentujemy oferty pracy, które dostępne są w Powiatowym Urzędzie Pracy w Inowrocławiu.... 29 lipca 2022, 11:42 Najlepsze gry platformowe. Zobacz wymagające i trudne dwuwymiarowe klasyki gatunku Skakanie po platformach towarzyszy grom od początku ich istnienia. Gatunek ten zdecydowanie przeważał we wczesnych etapach życia branży nie tylko z powodu... 29 lipca 2022, 11:41 Wypadek na skrzyżowaniu Chopina - Polna w Radziejowie [zdjęcia] Do wypadku na skrzyżowaniu ul. Chopina - Polna w Radziejowie doszło w piątek 29 lipa przed godziną 11. 29 lipca 2022, 11:40.